#35 powoli się podnoszę
Dziękuję Wam za wczorajsze komentarze. Długo mnie nie było i w sumie nie liczyłam nawet na to, że ktokolwiek coś napisze. Miła niespodzianka. :)
Fraise-znalezienie złotego środka po pewnym czasie i na pewnym etapie to naprawdę trudne. Nie mówię, że niewykonalne.
Ewelina W-postaram się chyba tak robić, a przynajmniej spróbuję. :) A okres raczył się dziś pojawić po ponad tygodniowym spóźnieniu. Ważne, że jest.
Carmen-miło mi i na pewno do Ciebie będę zaglądać :)
Ema.ana-też przeglądam ich instagramy i nigdy nie mogę się nadziwić, gdzie one to mieszczą?! Poza tym, mimo tego, że dietetykiem nie jest, uważam, że ich codzienne posiłki nie są najlepsze. Nie chodzi o wszystkie, ale duża część z nich po prostu zapycha się słodyczami. Rozumiem, że chodzi o zwiększenie masy ciała, ale jedzenie takiej ilości słodyczy dla nikogo nie jest chyba dobre... Co do ostatniego zdania zgadzam się w 200%.
Lady Luna-co do złotego środka mam bardzo podobne zdanie. Każdy ma jakieś odchyły. Co do bilansów, to myślę, że te 800 kcal mogłabym spokojnie jeść i chudnąć. I ja to w teorii wiem. Gorzej z zastosowaniem.
Cat Nipaah-przeczytałam Twój komentarz z samego rana, zaraz po wstaniu i od razu było mi lepiej :)
Odpowiada Wam taka forma odpisywania? Nie lubię odpowiadać w komentarzach, bo mam wrażenie, że nie każdy to odczytuje, Tutaj mam większą pewność.
Potrzebuję zmiany. Zaczęłam dziś od posprzątania pokoju, ale nie o to chodzi :D Korzystając z tego, że zaczęłam właśnie ferie, wrócę chyba do ćwiczeń również w domu, przeczytam coś ciekawego... Chciałabym zmienić kolor włosów. Aktualnie mam ciemny blond. Mam ochotę na jasny blond lub zupełnie ciemny brąz. Wiem, że trudno Wam mi napisać, jaki powinnam wybrać, bo nie wiecie przecież jak wyglądam. A zdjęcia swojego tutaj nie wstawię-zbyt duże ryzyko. :( Btw zawsze się zastanawiam, jak Wy wyglądacie. :D
Bilans
*owsianka 200 kcal
*ryż z mięsem 400 kcal
*kisiel 120 kcal
Razem 720 kcal
Kiedyś któraś z Was zapytała mnie, czemu moje bilanse zawsze są takie równe, w sensie nie np 679 kcal, tylko 700 itd. Zawsze zaokrąglam w górę. Serki, które jem i piszę przy nich 70 kcal mają ich 68. Nie wiem czemu tak robię. Po prostu.
Kisielów normalnie nie jem, ale mam dziś ten nieszczęsny okres i muszę przyznać, że trochę mnie przycisnęło na słodkie. Reszta dnia na wodzie i herbacie, bo boli mnie brzuch i nie mam już na nic ochoty.
Trzymajcie się!:*
SA
sobota, 14 lutego 2015
piątek, 13 lutego 2015
#34 shame on me
Nie pisałam, nie dałam znać dlaczego, nie mam na to żadnego dobrego usprawiedliwienia. Jestem słaba psychicznie. Słaba czy chora? Problemy/zaburzenia (?) związane z jedzeniem mam od trzech lat. Dwa razy miałam okres krytyczny. Pierwszy po około pół roku od "wejścia w to". Patrząc z perspektywy, był to stan prawie depsesyjny, zaniknął mi również okres. Kolejny trwał 4 miesiące. Zaczął się w maju 2014, zakończył (taaa, jasne...) mniej więcej w połowie września 2014. Włosy wychodziły garściami, paznokcie się łamały. Płakałam prawie codziennie. Nie miałam siły ani ochoty spotykać się z ludźmi. Mimo wysokich temperatur spałam w bluzach. Najgorsza w tym wszystkim była świadomość tego, jaki ból zadawałam mojej Mamie, która jest dla mnie najlepszą mamą, jaką mogłabym mieć. Mówię jej praktycznie o wszystkim, nikomu nie ufam tak, jak Jej. Zauważyła, co się dzieje. Rozmawiała ze mną bardzo dużo. Dla niej sprawa była jasna-anoreksja. Ja do chwili obecnej nie biorę pod uwagę takiej możliwości. Nie jestem chora.
Jak jest teraz? Ostatni post jest z 5 lutego. Nie było mnie tu tydzień. Czuję, jakby to była wieczność. Gruba i tłusta wieczność. W ciągu tego tygodnia zjadłam za dużo. Oprócz tego teoretycznie powinnam mieć okres, ale albo mi się spóźnia, albo znowu mi zaniknął.
Dziś obiecuję już nic nie jeść. Czuję się tak okropnie, że nie wiem, czy jesteście sobie to w stanie wyobrazić. Wracam do niejedzenia. To znaczy jedzenia minimum. Tylko wtedy czuję się bezpiecznie i dobrze.
Wracam do regularnego blogowania. Tęskniłam. Zaraz Was poodwiedzam, Kochane.
SA
Nie pisałam, nie dałam znać dlaczego, nie mam na to żadnego dobrego usprawiedliwienia. Jestem słaba psychicznie. Słaba czy chora? Problemy/zaburzenia (?) związane z jedzeniem mam od trzech lat. Dwa razy miałam okres krytyczny. Pierwszy po około pół roku od "wejścia w to". Patrząc z perspektywy, był to stan prawie depsesyjny, zaniknął mi również okres. Kolejny trwał 4 miesiące. Zaczął się w maju 2014, zakończył (taaa, jasne...) mniej więcej w połowie września 2014. Włosy wychodziły garściami, paznokcie się łamały. Płakałam prawie codziennie. Nie miałam siły ani ochoty spotykać się z ludźmi. Mimo wysokich temperatur spałam w bluzach. Najgorsza w tym wszystkim była świadomość tego, jaki ból zadawałam mojej Mamie, która jest dla mnie najlepszą mamą, jaką mogłabym mieć. Mówię jej praktycznie o wszystkim, nikomu nie ufam tak, jak Jej. Zauważyła, co się dzieje. Rozmawiała ze mną bardzo dużo. Dla niej sprawa była jasna-anoreksja. Ja do chwili obecnej nie biorę pod uwagę takiej możliwości. Nie jestem chora.
Jak jest teraz? Ostatni post jest z 5 lutego. Nie było mnie tu tydzień. Czuję, jakby to była wieczność. Gruba i tłusta wieczność. W ciągu tego tygodnia zjadłam za dużo. Oprócz tego teoretycznie powinnam mieć okres, ale albo mi się spóźnia, albo znowu mi zaniknął.
Dziś obiecuję już nic nie jeść. Czuję się tak okropnie, że nie wiem, czy jesteście sobie to w stanie wyobrazić. Wracam do niejedzenia. To znaczy jedzenia minimum. Tylko wtedy czuję się bezpiecznie i dobrze.
Wracam do regularnego blogowania. Tęskniłam. Zaraz Was poodwiedzam, Kochane.
SA
czwartek, 5 lutego 2015
#33
Jak dobrze, że już się ten tydzień skończył (jutro nie idę do szkoły :)) Następny tydzień w miarę luźny, może będą ze dwa sprawdziany, ale to jak na moją szkołę lajcik.
Bilans
*owsianka 300 kcal
*zupa 200 kcal
*serek 70 kcal
*kostka gorzkiej czekolady 30 kcal
Razem 600/600
W limicie się wyrobiłam. Kostkę czekolady zjadłam po szkole, bo byłam wykończona, a miałam do zrobienia dużo zadań z matmy. Poza tym gorzka czekolada nie ma dużo węglowodanów-a już na pewno nie jedna kostka, więc nie mam wyrzutów sumienia.
Zrobię dziś coś dla siebie-jakaś maska na włosy czy coś. Na jutro nie mam nic do roboty, położę się wcześnie spać, a nie jak zwykle w nocy (bo nauka). :)
Trzymajcie się, piękne:*
SA
Jak dobrze, że już się ten tydzień skończył (jutro nie idę do szkoły :)) Następny tydzień w miarę luźny, może będą ze dwa sprawdziany, ale to jak na moją szkołę lajcik.
Bilans
*owsianka 300 kcal
*zupa 200 kcal
*serek 70 kcal
*kostka gorzkiej czekolady 30 kcal
Razem 600/600
W limicie się wyrobiłam. Kostkę czekolady zjadłam po szkole, bo byłam wykończona, a miałam do zrobienia dużo zadań z matmy. Poza tym gorzka czekolada nie ma dużo węglowodanów-a już na pewno nie jedna kostka, więc nie mam wyrzutów sumienia.
Zrobię dziś coś dla siebie-jakaś maska na włosy czy coś. Na jutro nie mam nic do roboty, położę się wcześnie spać, a nie jak zwykle w nocy (bo nauka). :)
Trzymajcie się, piękne:*
SA
środa, 4 lutego 2015
#32
Dzień miałam dziś dobry. Dostałam pięć piątek (matma, angielski, polski) z czego jestem bardzo dumna. Ciężka praca się opłaca :D Niestety bardzo bolała mnie głowa w szkole, a nie miałam tabletek. Teraz mi powoli przechodzi.
Bilans
*owsianka 300 kcal
*zupa 200 kcal
*serek 70 kcal
Razem 570
Jutro na obiad najprawdopodoniej również zupa, na śniadanie owsianka, a na kolację jajko lub owoc. Cóż za różnorodność :D No, ale przynajmniej mieszczę się w swoim limicie.
Miałam dziś dziką ochotę na czekoladę. W szufladzie leżała moja ulubiona... ale pomyślałam później o tym, jak cudownie będę wyglądać za miesiąc, dwa itd., jeśli nauczę się sobie odmawiać. Nie zjadłam jej. :)
Jeśli chodzi o jedzenie na wycieczce (pisałam o tym w poprzednim poście) to nie chodzi o to, że ulegnę-nie nie :D Chodzi mi tylko o to, że chciałam, aby widzieli, że jem i nie mieli pretensji, kiedy odmówię wspólnego jedzenia. Ale dam radę-to moje ciało i moja decyzja.
Trzymajcie się, Kochane :)
SA
wtorek, 3 lutego 2015
#31
Już prawie weekend, prawda? :D Najgorsze chyba już za mną. Jeszcze tylko przeżyć te 3 dni, kolejny tydzień i zacznę ferie. Boję się nadchodzącego piątku, bo jedziemy z klasą na wycieczkę i nie wiem co wykombinować z jedzeniem. Może nie zjem w domu tylko np. w busie, żeby nie było, że nic nie jem. Ewentualnie zjem w domu owsiankę, a w trakcie wycieczki tylko jakiś owoc? Nie mam pojęcia :c
W limicie się dziś zmieściłam. Nie jest najgorzej. Na śniadanie znowu zjadłam ogromną porcję owsianki. Zdecydowałam, że wolę zjeść bardziej kaloryczne śniadanie, bo dzięki temu w szkole mnie nie ssie i jadę na wodzie.:)
Bilans
*owsianka 300 kcal
*trochę ryżu z kurczakiem 300 kcal
Razem 600/600
Całe życie na krawędzi xd
Plan na jutro to również owsianka i zależy co będę mieć na obiad, ale jeśli jakąś zupę to wieczorem pozwolę sobie na gotowane jajko.
Czuję się słabo, jest mi zimno, najchętniej poszłabym już spać. Myślę, że to kwestia paru dni, aż mój organizm przyzwyczai się do tych 600 kcal dziennie. Wiem, że wiele z Was je mniej i żyje (i chudnie!). Swoją drogą jak już wspominałam, zbliża mi się okres, więc ogólne osłabienie mnie nie dziwi.
Dziękuję Wam za te wszystkie komentarze, baaardzo lubię je czytać :)
Ściskam:*
SA
Już prawie weekend, prawda? :D Najgorsze chyba już za mną. Jeszcze tylko przeżyć te 3 dni, kolejny tydzień i zacznę ferie. Boję się nadchodzącego piątku, bo jedziemy z klasą na wycieczkę i nie wiem co wykombinować z jedzeniem. Może nie zjem w domu tylko np. w busie, żeby nie było, że nic nie jem. Ewentualnie zjem w domu owsiankę, a w trakcie wycieczki tylko jakiś owoc? Nie mam pojęcia :c
W limicie się dziś zmieściłam. Nie jest najgorzej. Na śniadanie znowu zjadłam ogromną porcję owsianki. Zdecydowałam, że wolę zjeść bardziej kaloryczne śniadanie, bo dzięki temu w szkole mnie nie ssie i jadę na wodzie.:)
Bilans
*owsianka 300 kcal
*trochę ryżu z kurczakiem 300 kcal
Razem 600/600
Całe życie na krawędzi xd
Plan na jutro to również owsianka i zależy co będę mieć na obiad, ale jeśli jakąś zupę to wieczorem pozwolę sobie na gotowane jajko.
Czuję się słabo, jest mi zimno, najchętniej poszłabym już spać. Myślę, że to kwestia paru dni, aż mój organizm przyzwyczai się do tych 600 kcal dziennie. Wiem, że wiele z Was je mniej i żyje (i chudnie!). Swoją drogą jak już wspominałam, zbliża mi się okres, więc ogólne osłabienie mnie nie dziwi.
Dziękuję Wam za te wszystkie komentarze, baaardzo lubię je czytać :)
Ściskam:*
SA
poniedziałek, 2 lutego 2015
#30
Czuję się dziś taka spuchnięta-to pewnie przez to, że zbliża mi się okres. Na szczęście niespecjalnie mam ochotę na cukier. :)
Tak, jak pisałam we wcześniejszej notce, ustaliłam sobie limit 600 kcal na ten miesiąc. Nie będzie łatwo ze względu na obiady. Jeśli mama jest w pracy to nie ma problemu. Gorzej, jak będziemy jeść razem. Ale myślę, że jeśli dzień wcześniej będę wiedziała, co mam na obiad to zjem danego dnia mniejsze śniadanie/pominę kolację. Jakoś będzie.
Bilans
*owsianka 300 kcal (przesadziłam z porcją, zdecydowanie mogłam zrobić sobie trochę mniej)
*zupa 150 kcal
*jajko 80 kcal
Razem 530/600
Mogłabym zjeść jeszcze niby serek, który ma 70 kcal, ale zawsze się boję, że źle liczę kalorie i wolę już go nie jeść.
Plan na dziś to dzbanek herbaty, butelka wody i jajko gotowane na miękko na kolację.
Mam pytanie do dziewczyn jedzących owsianki-ile wsypujecie sobie płatków? Ja dziś zjadłam około 3/4 szklanki, zalałam wodą i posypałam cynamonem, wrzuciłam pare rodzynek. Jutro zrobię z połowy szklanki, czyli będzie 200 kcal z płatków i liczę 50 kcal z tych kilku rodzynek z cynamonem, więc na śniadanie w sumie 250 kcal. Kawy już nie piję ze względu na mleko, którego planuję się pozbyć z diety.
Trzymajcie się :*
SA
Czuję się dziś taka spuchnięta-to pewnie przez to, że zbliża mi się okres. Na szczęście niespecjalnie mam ochotę na cukier. :)
Tak, jak pisałam we wcześniejszej notce, ustaliłam sobie limit 600 kcal na ten miesiąc. Nie będzie łatwo ze względu na obiady. Jeśli mama jest w pracy to nie ma problemu. Gorzej, jak będziemy jeść razem. Ale myślę, że jeśli dzień wcześniej będę wiedziała, co mam na obiad to zjem danego dnia mniejsze śniadanie/pominę kolację. Jakoś będzie.
Bilans
*owsianka 300 kcal (przesadziłam z porcją, zdecydowanie mogłam zrobić sobie trochę mniej)
*zupa 150 kcal
*jajko 80 kcal
Razem 530/600
Mogłabym zjeść jeszcze niby serek, który ma 70 kcal, ale zawsze się boję, że źle liczę kalorie i wolę już go nie jeść.
Plan na dziś to dzbanek herbaty, butelka wody i jajko gotowane na miękko na kolację.
Mam pytanie do dziewczyn jedzących owsianki-ile wsypujecie sobie płatków? Ja dziś zjadłam około 3/4 szklanki, zalałam wodą i posypałam cynamonem, wrzuciłam pare rodzynek. Jutro zrobię z połowy szklanki, czyli będzie 200 kcal z płatków i liczę 50 kcal z tych kilku rodzynek z cynamonem, więc na śniadanie w sumie 250 kcal. Kawy już nie piję ze względu na mleko, którego planuję się pozbyć z diety.
Trzymajcie się :*
SA
niedziela, 1 lutego 2015
#29 it's a good day to have a good day
Mam plan, wizję siebie. Uśmiecham się do siebie na samą myśl o tym, jak będę wyglądać. Bo będę-to postanowione. Jestem przygotowana na wyrzeczenia, ograniczenia, zapychanie brzucha wodą. Od lutego. Od dziś!
Jedna z Was prosiła o przepis na ciastka, może innym też się przyda :) Łapcie!
*rodzynki, ziarenka słonecznika, dyni (co lubicie)-około 2 garście
*3/4 szklanki cukru
*1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
*100 g roztopionego masła
*2 jajka
*1 i 1/2 szklanki mąki
*2 szklanki płatków owsianych
Łączymy wszystkie składniki ze sobą. Jeśli masa wyjdzie Wam za gęsta to dodajcie wody. Piekarnik nagrzewamy do 160 stopni i jak macie termoobieg to powinny się piec około 10 minut, bez termoobiegu ze 3 minuty dłużej. Generalnie to ja piekę "na oko". Jak się już ładnie zarumienią to wyciągam. :)
Plan na luty mam. Max 600 kcal dziennie. Przez miesiąc. Dam radę, prawda?
Ruch oczywiście mile widziany, ale przez gonitwę w szkole nie mam na to tyle czasu i energii, ile bym chciała. Wychodzę z domu przed 8, wracam najczęściej po 16.00. Chyba nie muszę mówić, w jakim jestem stanie po szkole, bo pewnie same dobrze to znacie.
Ostatnio chodząc po mieście, obserwując ludzi w szkole odnoszę wrażenie, że każdy kogoś ma. Tylko nie ja :D Mam 17 lat (niebawem 18), a miałam w życiu 1 chłopaka, choć nie wiem czy to w ogóle liczyć-byliśmy ze sobą 2 miesiące. Nie wspominam tego najlepiej. Wiem, że to nie jest nic strasznego, ale pewnie mnie rozumiecie-po prostu zastanawiam się co ze mną jest źle :D Zainteresowanie odczuwam tylko ze strony chłopaków, którzy mnie zupełnie nie interesują-albo są 10 lat starsi, albo to kobieciarze, albo totalni idioci i nieudacznicy xd
Mam nadzieję, że jak już zyskam więcej pewności siebie, będę wyglądać tak, jak chcę, to moja sytuacja się jakoś zmieni :D Haha
Bilans
*owsianka 300 kcal
*zupa z makaronem 300 kcal (nie zjadłam całej, nie wiem ile zjadłam kcal, po prostu część zupy wyrzuciłam)
*2 duże mandarynki 80 kcal
Razem 680
Bilans oczywiście wyższy niż 600 kcal, ale natchnęło mnie jak już wszystko było w brzuchu. A wymiotować nie umiem i wydaje mi się, że nie chcę się nauczyć.
42 kg będzie moje.
PS Dziewczyny! Podajcie mi proszę w komentarzach adresy swoich blogów, żebym mogła sobie dodać to okienka obok :) Będę Was mogła regularnie odwiedzać, bo teraz się gubię trochę :D
Chudego lutego!
SA
Mam plan, wizję siebie. Uśmiecham się do siebie na samą myśl o tym, jak będę wyglądać. Bo będę-to postanowione. Jestem przygotowana na wyrzeczenia, ograniczenia, zapychanie brzucha wodą. Od lutego. Od dziś!
Jedna z Was prosiła o przepis na ciastka, może innym też się przyda :) Łapcie!
*rodzynki, ziarenka słonecznika, dyni (co lubicie)-około 2 garście
*3/4 szklanki cukru
*1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
*100 g roztopionego masła
*2 jajka
*1 i 1/2 szklanki mąki
*2 szklanki płatków owsianych
Łączymy wszystkie składniki ze sobą. Jeśli masa wyjdzie Wam za gęsta to dodajcie wody. Piekarnik nagrzewamy do 160 stopni i jak macie termoobieg to powinny się piec około 10 minut, bez termoobiegu ze 3 minuty dłużej. Generalnie to ja piekę "na oko". Jak się już ładnie zarumienią to wyciągam. :)
Plan na luty mam. Max 600 kcal dziennie. Przez miesiąc. Dam radę, prawda?
Ruch oczywiście mile widziany, ale przez gonitwę w szkole nie mam na to tyle czasu i energii, ile bym chciała. Wychodzę z domu przed 8, wracam najczęściej po 16.00. Chyba nie muszę mówić, w jakim jestem stanie po szkole, bo pewnie same dobrze to znacie.
Ostatnio chodząc po mieście, obserwując ludzi w szkole odnoszę wrażenie, że każdy kogoś ma. Tylko nie ja :D Mam 17 lat (niebawem 18), a miałam w życiu 1 chłopaka, choć nie wiem czy to w ogóle liczyć-byliśmy ze sobą 2 miesiące. Nie wspominam tego najlepiej. Wiem, że to nie jest nic strasznego, ale pewnie mnie rozumiecie-po prostu zastanawiam się co ze mną jest źle :D Zainteresowanie odczuwam tylko ze strony chłopaków, którzy mnie zupełnie nie interesują-albo są 10 lat starsi, albo to kobieciarze, albo totalni idioci i nieudacznicy xd
Mam nadzieję, że jak już zyskam więcej pewności siebie, będę wyglądać tak, jak chcę, to moja sytuacja się jakoś zmieni :D Haha
Bilans
*owsianka 300 kcal
*zupa z makaronem 300 kcal (nie zjadłam całej, nie wiem ile zjadłam kcal, po prostu część zupy wyrzuciłam)
*2 duże mandarynki 80 kcal
Razem 680
Bilans oczywiście wyższy niż 600 kcal, ale natchnęło mnie jak już wszystko było w brzuchu. A wymiotować nie umiem i wydaje mi się, że nie chcę się nauczyć.
42 kg będzie moje.
PS Dziewczyny! Podajcie mi proszę w komentarzach adresy swoich blogów, żebym mogła sobie dodać to okienka obok :) Będę Was mogła regularnie odwiedzać, bo teraz się gubię trochę :D
Chudego lutego!
SA
Subskrybuj:
Posty (Atom)